Z tym systemem klient trafia do Ciebie z reklamy, dostaje wstępną wycenę od ręki i sam umawia spotkanie. Po spotkaniu w kwadrans wysyłasz ofertę, z której widzi, za co płaci i jak wykonasz robotę, i której nie da się porównać z cudzą wyceną po samej cenie. System pilnuje, żeby żaden klient po drodze nie przepadł. Ty wybierasz, komu robisz, i bierzesz normalną cenę.
10 minut czytania. Wszystko, co omawiamy na rozmowie, czarno na białym.
Opowiadam, dlaczego zbudowałem ten system, jak działa u wykonawców i jak wygląda od środka. Jeśli wolisz obejrzeć, niż czytać, zacznij tutaj.
Jeśli rozpoznajesz choć jeden, ten system powstał dla Ciebie. Wszystkie mają jedno źródło: zapytanie idzie przez Ciebie, nie przez system. Pod każdym problemem słowa właściciela firmy, który miał dokładnie ten kłopot, z rozmowy przed wdrożeniem.
Polecenia nie da się zaplanować. Zimą wszyscy schodzą z ceną, żeby mieć co robić, i Ty razem z nimi.
„Żebym nie polegał tylko na poleceniach, to jest klucz, bo na to nie mam żadnego wpływu i to mnie czasami dobija. Zbliżamy się do zimy, wszyscy szukają zleceń, żeby się zakopać na zimę, a to jest walka ceną.”
Pięćdziesiąt telefonów do obsłużenia, każdemu tłumaczenie od zera, na koniec dwa zlecenia.
„Uruchomiona kampania reklamowa nie przyniosła zamierzonego efektu mimo wydania ciężkich pieniędzy. Traciłem mnóstwo czasu na tłumaczeniu ludziom, a z 50 zapytań może wstępnie dopiąłem 2.”
Bez dowodu jakości przed spotkaniem jedynym argumentem zostaje najniższa kwota.
„Nie mam co liczyć, że tu będę robił po sąsiedzku z polecenia. Będzie lepiej, będzie gorzej, i co, żeby robota wpadła, to ceny zaniżać? To, co się dzieje teraz, to tylko cena i spadaj.”
Nie z lenistwa. W tym czasie jesteś na budowie, a przypominanie się nie leży w charakterze.
„Po ofercie, to jest błędem, nie dzwonię, nie pytam, nie zbieram z tego. To jest naprawdę do poprawy u mnie. Jeżeli klient jest zainteresowany, to wtedy umawiamy dalej.”
Każda wycena od zera to weekend przy komputerze zamiast z rodziną.
„Od 8 do 16 jestem w firmie, później jeżdżę na pomiary do 18, 19. To, co mi się nie uda w tygodniu, muszę nadrobić w weekendy. W sobotę, w niedzielę siedzę po 3, 4, 5 godzin nad projektami.”
Kwota bez składników nie broni się na spotkaniu i nie da się jej powtórzyć w ofercie.
„Są klienci, którzy oczekują wyceny przez telefon, i wtedy próbuję wydobyć podstawowe informacje. Najbardziej lubię umówić się na budowie i dopiero potem w domu siadam i ofertę przygotowuję. Pomiary to kwestia dwóch, trzech pytań i już wiem, ile chcę mieć.”
Cytaty z rozmów z właścicielami firm, bez nazw firm. Wtrącenia usunięte, sens bez zmian.
Przez dziesięć lat prowadziłem firmę drenażową w Szwecji. Zapytań nie brakowało. Brakowało systemu, więc na każdym z tych etapów część roboty wyciekała, zanim doszła do umowy. Opowiadam to na własnym przykładzie, bo u większości firm, z którymi rozmawiam, wygląda to tak samo.
Założyłem firmę jako dwudziestoparolatek i nie miałem o tym zielonego pojęcia, więc klientów zdobywałem przez przypadek, z poleceń. Jak zrobiłem pracę dobrze, czekałem, aż ktoś mnie poleci. Drenaż robi się raz w życiu, więc polecenia wpadały rzadko i nieregularnie. Najgorszą sytuację miałem, kiedy za kilka dni kończyłem pracę i nie miałem nic dalej, a ceny były na tyle niskie, że przyszłe roboty płaciły za poprzednie. Portale ogłoszeniowe niewiele zmieniały: to samo zapytanie dostawało pięć firm naraz i wygrywał ten, kto dał najmniej. Zapytań nie dało się zaplanować, więc każde kończące się zlecenie było stresem, a każde nowe brałem za taką cenę, żeby tylko wpadło. Nie ja wybierałem roboty. Roboty wybierały mnie, kiedy chciały.
Jako budowlańcy ciągle jeździmy, więc telefony odbierałem w drodze. Dwie, trzy osoby dzwoniły w czasie jednej trasy i potem ciężko było się połapać, który jest który, tylko po numerze, i co komu powiedziałem. Zapytania z maila ginęły inaczej: wieczorem, po skończonej pracy, patrzyłem na skrzynkę, stwierdzałem, że teraz już za późno, zadzwonię jutro. Jutro rano była sieczka i się nie dzwoniło. Przekładałem na później, a później nie nadchodziło. Do tego wyrobiłem sobie fobię: klienci dzwonili z pretensjami, dlaczego nas nie ma, więc nie chciałem ani dzwonić, ani odbierać. Bardzo duża część zapytań przesiekała mi przez palce w tym miejscu.
Umówione spotkania zapisywałem w zeszycie A5: dane klienta, pół strony na notatki ze spotkania. Zeszyt ma jeden minus, nie wysyła powiadomień, więc nieraz zapomniałem o spotkaniu. Klient dzwonił, że miałem przyjechać, i była lipa. Kalendarz w telefonie też nie rozwiązał sprawy: na budowie wiecznie coś się dzieje, jakieś pożary do gaszenia, i powiadomienia przemykały gdzieś obok. Zawsze była ważniejsza sprawa niż spojrzenie w telefon. Część zapytań ginęła mi nawet z umówionych spotkań, a klient, do którego nie przyjechałem, nie dzwonił drugi raz. Do niego przyjechał ktoś inny.
Na spotkaniu zapisywałem już wszystko, ale nie miałem listy, żeby za każdym razem zapytać o wszystkie rzeczy, które muszę znać, żeby dobrze policzyć pracę. Coś wypadało z głowy. Potem musiałem dopytywać klienta albo w ogóle zapominałem to wliczyć. Kończyło się lipą przy wykonaniu albo pretensjami, że coś powinno być w cenie, a nie było. Każda taka luka to albo robota za darmo, albo kłótnia o dopłatę, i jedno, i drugie zjada marżę, której i tak nie było dużo. Jak dziś o tym mówię, brzmi to jak amatorka, ale sporo firm, z którymi rozmawiam, ma dokładnie tak samo.
Wiecie, jak z wycenami jest: nigdy nie ma na nie czasu, bo zawsze jest coś ważniejszego. Wieczorem nie chce się ich robić, bo zajmują dużo czasu i niosą ryzyko, nawet podświadome, że coś źle policzę i stracę pieniądze. Budziłem się o piątej rano, żeby je nadrobić, ale klienci i tak czekali po dwa, trzy tygodnie, a części wycen nigdy nie wysłałem. I tu jest sedno: kiedy wysłanych ofert jest mało i wpadają nieregularnie, nie masz poczucia pewności siebie. Sprawdzałem cenę rynkową, i jeśli moja wychodziła za wysoka, obniżałem ją, tłumacząc sobie, że najważniejszy jest obrót i ciągłość robót. Tę jedną pracę musiałem wygrać. Sam podcinałem sobie skrzydła, dając stawki najniższe albo bezpieczne, pośrodku, bo bałem się dać wyższych. Robota wpadała, ale za cenę, przy której na koniec miesiąca zostawało mi tyle, co pracownikowi.
Większość ofert, jakie widzę u firm, wygląda tak samo: lista rzeczy do zrobienia, ilość, jednostka, cena jednostkowa, razem. To nie są oferty, to są wyceny, kosztorysy, które klient może porównać niemal jeden do jednego. Dostaje listę cen i cenę końcową, bez żadnego kontekstu. Nie wie, że pracujesz w systemie producenta i klient dostaje jego gwarancję obok Twojej, że sprawdzasz nośność podłoża, zanim cokolwiek zamontujesz, że masz sposób, żeby styropian nie odpadł. My to wiemy jako fachowcy i zakładamy, że to oczywiste. Klient tego nie wie. Skoro jedyny punkt zaczepienia to cena, porównuje cenę. Jak cukier w sklepie: trzy opakowania różnych producentów, kupuje się najtańszy. Więc wygrywał najtańszy, a jeśli chciałem wygrać ja, musiałem nim być.
Wysyłamy PDF i czekamy. To jest koniec procesu w większości firm, z którymi pracuję. Bardzo mało kto robi kolejny krok: zadzwonić po kilku dniach, zapytać, czy oferta doszła, czy udało się ją przeczytać, czy są pytania, i od razu umówić się, że do piątku klient ją przejrzy, żeby porozmawiać o szczegółach. Klient potrzebuje kilku takich kontaktów, żeby podjąć decyzję, a większość z nas nie ma na to czasu ani charakteru. Ja nie dzwoniłem. Wysyłamy i następuje cisza, a cisza w tym fachu prawie zawsze znaczy, że ktoś inny zadzwonił pierwszy i to on ma robotę, na którą ja poświęciłem spotkanie i wieczór przy wycenie.
Jeżeli warunki współpracy pojawiają się dopiero w umowie, klient, który powiedział już „tak”, musi podjąć decyzję drugi raz. Tu może się wykrzaczyć i wrócić do innej firmy. Wolałem, żeby wszystkie warunki miał w ofercie: sposób wykonania, płatność etapami, gwarancję, odbiór. Wtedy umowa to formalność, oferta jest jej załącznikiem, a podpis elektroniczny szedł często tego samego dnia. I jeszcze jedno: prace dodatkowe wyceniałem i fakturowałem osobno, bo to był zawsze punkt sporny, który blokował całą fakturę za robotę główną. Zanim to ustawiłem, każda dodatkowa decyzja klienta była kolejną okazją, żeby robota, która była już moja, wróciła na rynek albo skończyła się sporem o zapłatę.
To nie był brak roboty. To były dziury, przez które robota wyciekała. Poniżej ten sam ciąg ośmiu etapów, tylko domknięty.
Zyskowne Zlecenia to nie jest program do zainstalowania ani agencja, która prowadzi reklamy. To komplet, który budujemy dla Ciebie w kilka dni i prowadzimy dalej. Składa się z sześciu elementów, które pracują razem, bo liczą z tego samego cennika i zapisują w tym samym miejscu.
Na osobnym adresie, np. wycena.twojafirma.pl. Klient odpowiada na kilka pytań i dostaje widełki policzone dla swojego domu. Twoja strona firmowa zostaje, jak jest.
Frazy w rodzaju „ocieplenie domu cena Legnica”, czyli ludzie, którzy już szukają wykonawcy i pytają o cenę. Konto na Twoją firmę, płatności z Twojej karty, my prowadzimy.
Każdy element roboty rozbity na robociznę, materiał i sprzęt, z normami zużycia z Twojego doświadczenia. Z tego samego cennika liczy kalkulator, wstępna wycena i pełna oferta.
Szablon, który po spotkaniu zamienia wstępną wycenę w pełną ofertę: sposób wykonania, czego nie obejmuje, płatność etapami, gwarancja, odbiór. W kwadrans, z aplikacji.
SMS po wycenie z linkiem do Twojego kalendarza, seria maili do niezdecydowanych na Twoich szablonach, przypomnienia. Klient sam umawia spotkanie, Ty nie dzwonisz.
Jedna tablica z każdym zapytaniem, spotkaniem, ofertą i kosztami, z asystentem, któremu piszesz po ludzku. My poprawiamy kampanię co tydzień i odbieramy telefon, gdy coś trzeba zmienić.
Poniżej ta sama droga, którą przeszedłem wyżej, tylko z systemem. Etap po etapie: co dzieje się z Twoim klientem, co widzisz Ty i co się dla Ciebie zmienia.
Ktoś w Twojej okolicy wpisuje w Google „ile kosztuje elewacja” albo „drenaż domu cena”. Kupujemy dokładnie ten ruch, bo człowiek, który pyta o cenę, jest najbliżej decyzji. Reklama prowadzi go nie na Twoją stronę firmową, tylko na stronę z kalkulatorem, postawioną na osobnym adresie, z Twoim portfolio, opiniami z Google i tym, co Cię wyróżnia. Klient podaje to, co wie: metraż, rodzaj prac, stan budynku. Sześć do ośmiu pytań na telefonie, dwie minuty, z podpowiedziami i domyślnymi odpowiedziami.
Zapytanie nie idzie na portal do pięciu firm naraz. Ląduje na Twojej tablicy, z odpowiedziami z kalkulatora i adresem. Konto reklamowe zakładamy na Twoją firmę, budżet płacisz ze swojej karty prosto do Google, a my kampanię prowadzimy i poprawiamy.

Po ostatnim pytaniu system liczy widełki „od X do Y zł” z Twojego cennika i Twoich reguł. Nie zmyśla, nie bierze ze średniej rynkowej, liczy z komponentów, które ustaliliśmy razem na wdrożeniu. Klient dostaje PDF w barwach Twojej firmy na maila, w minutę, także w niedzielę wieczorem. Ty dostajesz w aplikacji kartę zapytania: kto, skąd, co chce zrobić, jaką kwotę zobaczył, i ocenę w 20 sekund: budżet, termin, zakres, czy to robota dla Ciebie.
Odsiew robi cena, nie formularz. Kto nie spodziewał się takich kwot, odpada sam, ale zostaje w Twojej bazie z wyceną w skrzynce. Kto woli zadzwonić, klika numer na stronie; telefon też trafia na tę samą tablicę. Nie musisz oddzwaniać, żeby klient poznał cenę, więc nic nie czeka na „zadzwonię jutro”.

Kilka minut po wycenie klient dostaje SMS od asystenta umawiania: krótko, po ludzku, z linkiem do Twojego kalendarza. Wybiera dzień i godzinę, które mu pasują, w oknach, które Ty ustawiłeś. Spotkanie pojawia się w Twoim kalendarzu z danymi z zapytania, a oboje dostajecie przypomnienie przed terminem. Kto nie umówi się od razu, dostaje w kolejnych dniach serię wiadomości i drugi link.
To jest dokładnie to, co zrobiłem u siebie w Szwecji, kiedy zrozumiałem, że nie zmienię charakteru: zamiast obiecywać sobie, że oddzwonię, dałem ludziom przycisk. Zaczęli umawiać się sami, po kilka, kilkanaście spotkań tygodniowo.

Klient zna już Twoją cenę z wstępnej wyceny i mimo to chce rozmawiać. To zmienia całe spotkanie: nie tłumaczysz, skąd taka kwota, tylko ustalacie standard, zakres i terminy. Lista pytań, której mi zawsze brakowało, jest tu wbudowana: odpowiedzi z kalkulatora, parametry techniczne i kwotę, którą klient widział, masz w karcie zapytania na telefonie. Obmiar dopina szczegóły, których kalkulator nie mógł znać.
Na spotkaniu przejmujesz Ty i tego nie zmieniamy. System dowozi do stołu właściwych ludzi, przygotowanych i z ceną w głowie. Rozmawiasz Ty.

Na wdrożeniu budujemy Twój cennik z komponentów: każdy element roboty ma robociznę w godzinach, materiał z norm zużycia i sprzęt, z Twojego doświadczenia i z kart produktów, skalibrowany na Twoich realnych wycenach. Ten sam cennik liczył wstępną wycenę dla klienta, więc po spotkaniu nie zaczynasz od zera. Kopiujesz wstępną wycenę, poprawiasz metry i zakres po obmiarze, dokładasz pozycje, a kwota liczy się sama.
U mnie w Szwecji to była różnica między ofertą, na którą klient czekał trzy tygodnie, a ofertą wysłaną tego samego wieczoru. Kiedy wysłanych ofert jest dużo, przestajesz obniżać cenę ze strachu, bo wiesz, że jutro masz jeszcze trzy spotkania.

Z tej samej wyceny aplikacja składa pełną ofertę według szablonu, który przygotowujemy z Tobą na wdrożeniu: jaki system i dlaczego, jak wykonasz robotę krok po kroku, czego oferta nie obejmuje, jak liczysz prace dodatkowe, płatność etapami, gwarancja i ubezpieczenie, odbiór według standardu, referencje, dokumentacja zdjęciowa. Tabelka z cenami też tam jest, ale przestaje być jedynym punktem zaczepienia.
Klient dostaje kontekst, którego my, fachowcy, nie dopowiadamy, bo dla nas jest oczywisty. Z takiej oferty widzi, za co płaci, i przestaje pytać, czy u kogoś będzie taniej. Dokładnie o tej ofercie jest osobna sekcja niżej.

Kto po ofercie milczy, dostaje serię wiadomości na Twoich szablonach: przypomnienie, referencje, konkrety, na co uważać przy takiej robocie. Treści zatwierdzasz raz, potem wychodzą same i zatrzymują się w momencie, gdy klient odpisze albo umówi spotkanie. Na tablicy widzisz każde zapytanie w jego etapie: nowe, po wycenie, spotkanie umówione, oferta wysłana, wygrane. Nic nie ginie w skrzynce między spamem a fakturami.
Kto tylko sprawdzał cenę, też nie jest stracony. Zostaje w bazie i dostaje treści, które budują zaufanie. Za trzy, cztery miesiące, gdy dojrzeje do decyzji, wraca do Ciebie, nie do konkurencji. To kontakt, na który żaden z nas nie ma czasu ani charakteru, więc robi go system.

Wszystkie warunki współpracy klient zobaczył w ofercie, więc umowa nie otwiera drugiej decyzji. Oferta jest załącznikiem, umowa ma cenę i standard, podpis idzie elektronicznie, często tego samego dnia. Prace dodatkowe wyceniasz i fakturujesz osobno, żeby spór o dodatek nigdy nie blokował płatności za robotę główną.
A robota, która weszła, żyje dalej w tej samej aplikacji: projekt, koszty, faktury, czas pracy, z tym samym asystentem. Nie przenosisz niczego do drugiego programu, bo drugiego programu nie ma.
Kalkulator, wstępna wycena, maile i tablica zapytań. Dokładnie to, co dostaje Twoja firma, na przykładzie firmy izolacyjnej.
Większość firm po dobrym spotkaniu wysyła listę: ilość, jednostka, cena, razem. Klient bierze trzy takie listy i patrzy na ostatnią linijkę. Oferta w schemacie szwedzkim daje mu to, czego tabelka nie daje: kontekst i zaufanie. Ta sama robota, inna decyzja po drugiej stronie.
Jedyny punkt zaczepienia: cena. Kwoty przykładowe.
„Materiał jest wypisany, moja robocizna i tak dalej. Nie wiem, czy to jest dobre, bo klienci, jak widzą robociznę, 7 tysięcy za kotłownię, którą zrobimy w dwa dni, to się trochę denerwują. Panie, za to pan chce?”

Oferta powstaje ze wstępnej wyceny na tych samych składnikach cennika. Wysyłasz ją z aplikacji w kwadrans po spotkaniu.
Prawdziwa oferta jednego z naszych klientów, z jego zgodą, bez danych firmy i klienta końcowego.
Od pierwszego dnia każdej kampanii do 24.08.2026. Duża liczba to wartość podpisanych kontraktów z danego konta. Na młodych kontach koszt jednego zapytania.
Twoje liczby będą inne, bo zależą od branży, regionu i Twoich cen. To wybrane konta z tych, które prowadziliśmy przez lata; trzy najmłodsze dopiero startują, a pierwsze kontrakty podpisują się zwykle w 1 do 3 miesięcy. Dwa najstarsze konta działają na rynku szwedzkim, kwoty przeliczyliśmy z koron. Stan na 24.08.2026.

Przez dziesięć lat prowadziłem firmę drenażową w Szwecji. Od dwóch osób do dwunastu pracowników i czterech projektów naraz. Zaczynałem od skraju bankructwa przy robotach zyskownych na papierze: przyszłe prace płaciły za poprzednie, a cenę obniżałem, bo tę jedną robotę musiałem wygrać.
Nie wierzę, że da się zmienić charakter pracą nad sobą. Dlatego oszukałem system: kalendarz online zamiast obiecywania sobie, że oddzwonię, oferta z gotowych komponentów w kwadrans zamiast wieczorów przy wycenach, a w ofercie to, czego tabelka nie ma. Kiedy w kalendarzu czekały trzy spotkania na jutro, przestałem konkurować ceną. Dziś ten sam system buduję firmom w Polsce.
Piotr Pawlak, Budowalka
Bez gwiazdek. Zakres liczony dla jednej usługi Twojej firmy: jeden kalkulator, jeden cennik, jedna oferta. Druga usługa to rozszerzenie, które wyceniamy osobno na rozmowie.
Sprawdzamy, czy w Twoim regionie jest płatny popyt. Ustalamy razem, czy gramy na więcej zleceń, czy na wyższą marżę przy tych samych mocach, i jaki obszar dojazdu obejmuje wyłączność.
Robocizna, materiał, sprzęt, normy z kart produktów i z Twojego doświadczenia, kalibracja na Twoich realnych wycenach. Ten sam cennik zasila kalkulator, wstępną wycenę i pełną ofertę.
Na osobnym adresie, z portfolio, opiniami z Google i Twoimi wyróżnikami. Główna strona firmy zostaje bez zmian.
Dokument w barwach Twojej firmy, wysyłany automatycznie po wypełnieniu kalkulatora.
Szablon oferty w schemacie szwedzkim na tych samych składnikach cennika. Praca z ofertami w aplikacji: kopia ze wstępnej wyceny, tablica ofert, PDF.
Zapytania, klienci, projekty, oferty, koszty i czas pracy w jednym miejscu, z asystentem, któremu piszesz po ludzku. Twoje dane wjeżdżają na wdrożeniu, nie zaczynasz od pustej aplikacji.
Frazy lokalne i niszowe, teksty reklam, pomiar zapytań, lista do ponownego dotarcia od pierwszego dnia. Konto na Twoją firmę, płatności z Twojej karty.
Seria maili do niezdecydowanych na Twoich szablonach, ocena zapytania w 20 sekund, asystent umawiania (SMS po wycenie) i kalendarz spotkań.
Po 90 dniach raport z całej drogi klienta w liczbach i wspólna decyzja, co dalej.
Telefon i WhatsApp do Piotra, poprawki od ręki.
Najwięcej zależy od terminu rozmowy wdrożeniowej i od tego, jak szybko dostaniemy od Ciebie materiały. Samo wdrożenie po rozmowie trwa 2 do 3 dni. Wszystko zdalnie, bez przyjazdu.
Przechodzimy przez Twój typowy projekt od pierwszego telefonu do ostatniej faktury: jak wyceniasz, gdzie uciekają pieniądze i czas. Ustalamy strategię i obszar. Po rozmowie dostajesz jedną listę rzeczy od Ciebie: ceny, zasady wycen, zdjęcia realizacji, opinie.
Strona z kalkulatorem, cennik z normami, szablon oferty, kampania w Google, asystent umawiania, serie wiadomości, Twoja aplikacja z danymi. Ty w tym czasie normalnie prowadzisz firmę. Pierwsze zapytania pojawiają się często tego samego dnia, realnie licz na pierwszy tydzień.
Przez pierwszy miesiąc poprawiamy kampanię co tydzień, potem co dwa tygodnie. Na koniec dostajesz raport z całej drogi klienta w liczbach: zapytania, koszty, spotkania, oferty, podpisane zlecenia. Razem decydujemy, co dalej.
Widełki z dotychczasowych kont. Kalibrujemy je do Twojej branży i miasta na rozmowie wdrożeniowej.
Na młodym koncie w pierwszym miesiącu koszt zapytania bywa wyższy (patrz karty wyżej), potem spada. Pierwsze zlecenia podpisują się zwykle w 1 do 3 miesięcy. Pełną moc, czyli przewidywalny strumień zapytań i mocniejszą pozycję cenową, system osiąga w okolicach pół roku. Dlatego faza testowa trwa 90 dni, a potem współpracujemy długofalowo.
Twardych liczb zapytań nie obiecujemy. Kto obiecuje, ten kłamie. Gwarantujemy za to, że doprowadzimy system do skutku. Jeśli po 90 dniach masz mniej niż 2 podpisane zlecenia z systemu:
Nie jesteśmy przywiązani do jednego pomysłu. Jesteśmy przywiązani do wyniku.
Bez ukrytych opłat i bez abonamentu za samą aplikację. Cena standardowa dla każdego, kto przejdzie rozmowę.
Kompletny system pod klucz, od rozmowy wdrożeniowej do działającej kampanii. Płatność w dwóch transzach: 10 000 zł po podpisaniu umowy i 5 000 zł po uruchomieniu reklam.
Stała poprawa kampanii, utrzymanie strony i kalkulatora, serwery (nic nie dopłacasz), raport co miesiąc. Miesięczny okres wypowiedzenia, bez zobowiązań na lata.
Pieniądze dla Google, nie dla nas. Płacisz ze swojej karty podpiętej do swojego konta. Zaczynamy ostrożnie, dokręcamy, gdy widać, że się zwraca.
Bez abonamentu. Używasz asystenta, płacisz za pracę, którą wykonał. Zwykle 50 do 100 zł miesięcznie przy intensywnym używaniu.
Wiemy, że nie raz sparzyłeś się na agencjach, które trzymają klienta w szachu. Dlatego mówimy wprost, co jest Twoje, a co nasze.
Nie. Twoja strona zostaje nietknięta. Kalkulator stawiamy na osobnym adresie, bo strona pod reklamy ma inne zadanie niż wizytówka firmy. Mieszanie jednego z drugim psuje skuteczność obu.
Nie musisz brać więcej zleceń. Więcej zapytań to wybór: możesz brać te same projekty, ale lepiej płatne. Przykład: 50 projektów rocznie po 15 tysięcy, podniesienie cen o 20% daje 150 tysięcy więcej przychodu bez jednej nowej ekipy. Którą drogą idziemy, ustalamy na rozmowie wdrożeniowej.
Sama reklama rzadko działa, bo wysyła ludzi na stronę, która nie daje im tego, czego szukają: ceny. U nas reklama prowadzi do kalkulatora, który odpowiada na pierwsze pytanie klienta od ręki. To zupełnie inna rozmowa niż „zostaw numer, oddzwonimy”.
Kalkulator to nasz sprawdzony, główny sposób, ale nie jedyny. Jeśli na Twoim rynku nie zagra, szukamy innego podejścia w ramach tej samej współpracy. Stąd gwarancja: poniżej 2 zleceń w 90 dni pracujemy dalej bez opłaty miesięcznej.
To aplikacja, w której żyje cały system: zapytania, klienci, oferty, koszty w jednym miejscu, z asystentem, któremu piszesz po ludzku. Twoje dane wjeżdżają na wdrożeniu. Krótkie przewodniki wideo na MIRR.pl/przewodniki pokazują każdą funkcję krok po kroku.
Rozmowa wdrożeniowa online i jedna lista materiałów. Potem spotkania z klientami i kwadrans na ofertę po każdym. Resztę robi system i opieka.
System pracuje sam: wyceny, wiadomości, umawianie spotkań i ocena zapytań dzieją się automatycznie. Ty decydujesz o rzeczach, które wymagają człowieka: pojechać na spotkanie, dopiąć zakres, podpisać. Kampanią i techniką zajmujemy się my w ramach opieki.
Nie. Całe wdrożenie robimy zdalnie: jedna rozmowa online, potem lista materiałów od Ciebie (ceny, zdjęcia realizacji, opinie, zasady wycen) i budujemy system. Nie blokujemy Ci całego dnia i nie musisz nikogo przyjmować na budowie.
Nie. W cenie masz wyłączność w Twoim obszarze. Jak duży to obszar, ustalamy na rozmowie, zależnie od tego, dokąd dojeżdżasz. Dopóki współpracujemy, nie budujemy tego systemu dla firmy z Twojej branży na tym terenie.
Nie. Wdrożenie jest jednorazowe, a opiekę miesięczną możesz wypowiedzieć z miesięcznym terminem. Wszystkie zasady, łącznie z gwarancją i własnością danych, masz w umowie na piśmie.
30 minut, konkretnie: Twoja branża, Twoje miasto, czy ten system ma u Ciebie sens. Jeśli nie ma, powiemy Ci to wprost.
Umów rozmowęPo rozmowie dostajesz raport z tego, co ustaliliśmy. Decyzja bez nacisku, w Twoim tempie.